Księga z warstewek ziemi

Księga z warstewek ziemi

Rozmowa z prof. Marianem Rębkowskim, archeologiem miediewistą, kierownikiem kołobrzeskiego Zespołu Badawczego Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu.

[fragmenty wywiadu]

- Niedługo minie dwadzieścia lat od kiedy bada Pan średniowieczny Kołobrzeg.

- Pamiętam swój przyjazd, o 5 nad ranem w czerwcu 1987 roku. Wysiadłem z pociągu drugiej klasy. W miejscu starego miasta zobaczyłem te zielone skwery… To nieporozumienie, pomyślałem i chciałem wracać, ale spotkałem tu ludzi, którzy coś widzieli w tym mieście, fanatyków. I stopniowo sam zacząłem odczuwać genius loci tego miasta. Wierzę, że istnieje.

- Wykopaliska, którymi Pan kieruje mają charakter ratowniczy, nie wszyscy inwestorzy inwestorzy doceniają ich znaczenie.

- Różnie bywało i bywa z inwestorami, jedni są zmuszani, bo to trochę kosztuje, i trochę podraża realizację inwestycji, inni rozumieją. Z takimi też miałem do czynienia. To nie służy przecież nam, archeologom, ale nam wszystkim jako społeczeństwu, zachowaniu naszej tożsamości. Rozumiem te reakcje, ale to konieczność. Niestety, różnie z tym bywało. W różnych częściach Polski zdarza się, że inwestorzy wybierają archeologów, którzy robią tak zwaną chałturę. Wtedy powstaje zagrożenie, że bardzo ważne stanowiska nie zostaną zbadane. Problem nie polega na tym, żeby wykopać, ale żeby zabytki zostały opisane.

- Wy archeolodzy jesteście tym co, z punktu widzenia inwestorów, opóźnia inwestycje.

- Na pewno nie dla wszystkich. Spotkałem wielu świadomych inwestorów. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Kołobrzegu, było wiele trudnych chwil. Koledzy mówili po co ty się szarpiesz, po co użerasz. Ale mną kierowała wielka determinacja. Była spowodowana nie tylko tym, że bardzo chciałem robić archeologię. Jeśli bowiem ktoś rozumie znaczenie, tych warstewek, widzi te źródła historyczne, które dla dziewięćdziesięciu procent społeczeństwa są nieczytelne, to stać go na taką determinację i potrafi walczyć. Ja miałem świadomość tego, co tutaj jest. Żeby zobrazować jak cenne są te nienaruszone warstwy osadnicze przekazuję studentom  takie porównanie, które bardzo działa na wyobraźnię. W stanie nienaruszonym są to bezcenne źródła,  które coś bardzo ważnego nam mówią, chociaż to tylko nieefektowne warstewki ziemi. Wyobraźmy sobie wielką bibliotekę, do której wchodzi facet i mówi: od tej półki do tej wyrzucamy, niszczymy i pokazuje rzędy potężnego księgozbioru. To jest tak samo jak wejście koparki w stanowisko archeologiczne.  Wybranie ziemi na takim samym kawałku, to bezpowrotne zniszczenie źródeł historycznych równoważnych wartości tej biblioteki.

- Kilkanaście (czy już kilkadziesiąt?) tysięcy metrów kwadratowych średniowiecznego miasta, setki tysięcy zabytków ruchomych, w tym liczne bezcenne skarby, cztery tomy publikacji i ogromna wiedza, ale to ciągle jeszcze nie wszystko?

- Na początku była tu łacha piaszczysta. Ludzie przyszli i sznurem sobie wytyczali sobie to miejsce do życia. Tu będzie ulica, tu dom… Kołobrzeg w trzynastym wieku i przez całe średniowiecze był najważniejszym ośrodkiem miejskim na Pomorzu, wielkim ośrodkiem handlu, organizmem gospodarczym, mającym znaczenie dla wielu narodów. Na czas średniowiecza przypadał jego rozkwit.

W Europie ciągle przekonujemy się, że ten dorobek kołobrzeski daje nam powody do dumy. Gramy w pierwszej lidze europejskiej. Historia Kołobrzegu była taka, że mam wielką satysfakcję z tego powodu, że mogłem tu pracować. Cieszę się, że moje życie tak się potoczyło. Oprócz tych czterech tomów naukowych i znanych książek popularnych, mamy poważne publikacje cytowane w całej Europie. Na bazie tych wykopalisk powstało około 100 artykułów publikowanych w renomowanych czasopismach. To nie jest koniec, żeby to wszystko opracować, potrzebne są cztery kolejne tomy, które wydajemy własnym nakładem w ramach tych skromnych środków na naukę jakie mamy. Trzeba podkreślić fakt, że Kołobrzeg jest jedynym miastem tej wielkości, które ma placówkę naukową.

- Odkryciem, najmocniej przez Pana eksponowanym jest figurka świętego Jana Ewangelisty. Jakie jest znaczenie tej niewielkiej rzeźby.

- Ta zaledwie siedemnastocentymetrowa figurka jest rzeczywiście niezwykła. To odkrycie, o którym bez wątpienia można powiedzieć - tak jak to lubią media - sensacja archeologiczna. Została odkryta w 1992 roku, przy ulicy Gierczak w nadrzecznym rozlewisku rzeki. Zupełnie przez przypadek. Ze ściany profilu wystawała główka. Nie było mnie wtedy na miejscu. Wyjechałem do Skandynawii. Gdyby przyszła tam wtedy koparka… przepadłaby  ze wszystkimi śmieciami. Jest to jedno z najbardziej niezwykłych odkryć, jakie stały się udziałem archeologii kołobrzeskiej, zabytek wyjątkowy w skali całej północnej Europy. To fragment nastawy ołtarzowej, ołtarza trójskrzydłowego, w którym w centrum mógł znajdować się fragment sceny ukrzyżowania. Są w niej wyraźnie widoczne wpływy sztuki skandynawskiej, duńskiej i angielskiej. Została zrobiona z drzewa cisowego, już to jest dla sztuki późnoromańskiej nietypowe. Cis był drzewem wyjątkowym, przypisywano mu właściwości magiczne. Ale nie był to materiał używany w rzeźbie. Nosiła resztki czerwonej polichromii. Wiemy, że robił ją wysokiej klasy snycerz, wpływ skandynawski może sugerować, że pochodził ze Skandynawii. Powstała - około połowy XIII wieku. Stanowiła wyposażenie kościoła świętego Mikołaja albo kapituły. Wiemy kiedy przestała być użytkowana, około 1370 roku.

- Jak to przestała być użytkowana?

- Nikt nie jest jednak w stanie odpowiedzieć co się stało, dlaczego trafiła na wysypisko, skąd zawożono ziemię na tereny zalewowe Parsęty, osuszając je w ten sposób. Przedmiotów kultu się przecież nie wyrzucało. Pozostaje dla nas tajemnicą dlaczego znalazła się na wysypisku, podobnie jak  pytanie co się stało z resztą ołtarza.

- Czy ta wyjątkowa figurka została już opisana, przebadana tak jak na to zasługuje?

- Zostały przeprowadzone i szczegółowe badania dendrologiczne i opracował ją historyk sztuki Ebbe Nyborg z Danii. Być może jeszcze w przyszłości coś nam powie. Jeśli pojawią się nowe opracowania historii sztuki polskiej, to tam święty Jan się pojawi i będzie miał stałe miejsce w historii. Rzeźba jest pod wieloma względami ewenementem. Takiej rzeźby nie ma nigdzie ani w Polsce ani na Zachodzie Europy. Podobne można spotkać jedynie w Skandynawii w krajach gdzie nie było wojen.

- Dla wielu figurka, świętego Jana, który prawą dłonią wykonuje gest błogosławieństwa, kojarzyć się będzie z ołtarzem Wita Stwosza…

- To zupełnie inna przestrzeń czasowa. Nasza figurka jest dużo starsza, najstarsza w Polsce. Jest też różnica skali, ołtarz w Krakowie to gotyk i wielkie figury. Nasza jest maleńka.

- Mimo dwudziestu lat wykopalisk nie wszystko, a raczej najważniejsze, jeszcze nie zostało w Kołobrzegu odkryte. Niejednokrotnie powtarzał Pan, że Pana marzeniem ciągle są wykopaliska w Budzistowie, na terenie starego Kołobrzegu. Chce Pan odkopać dla potomnych kościół biskupa Reinberna…

- Jak sobie uświadamiam, jakie rzeczy tam się znajdują, to mogę mówić o tych rzeczach używając słów takich jak spektakularne, czy kolejny raz przywoływana sensacja archeologiczna na miarę europejską.

W czasie chrztu kołobrzeżan w 1125 roku, kiedy gościł tu św. Otton z Bambergu, w rzece utonął diakon, którego pochowano w tym pierwszym kościele. I wydaje mi się, że wiem w którym miejscu jest ten kościół, i chciałbym dopowiedzieć tę historię.

W Budzistowie jest kilka takich niezwykłych rzeczy. Są tam, w tej ziemi, ważnej nie tyle dla tutejszych mieszkańców, ale dla kościoła. Serce mi krwawi, kiedy obserwuję zmiany jakie postępują w tym terenie. Na zdjęciach Budzistowa sprzed 50 lat widać jeszcze dość wyraźnie kształt starego grodu, dzisiaj fosa wokół niego jest już zasypana śmieciami. Na naszych oczach tracimy nasze cywilizacyjne skarby. My nie doceniamy tej specyfiki kołobrzeskiej i nie potrafimy tego ochronić. Jest część, która powinna być ściśle chroniona. Nie musimy kopać, bynajmniej ja nie musze tego kopać, chociaż chciałbym, ale nie można tego zniszczyć. Ważniejszej historii w dziejach Pomorza nie ma - chrystianizacja to był początek wszystkiego. Ja się domyślam, gdzie jest ten kościół. Jako państwo tego jednak nie chronimy. My nie zdajemy sobie sprawy w ogóle, że naszym obowiązkiem, jest chronić ten kawałek ziemi. Tam są korzenie nas wszystkich.

- Dziękuję za rozmowę.

Więcej informacji na stronie autora wpisu - kliknij na link.

Redaktor Halina Szczepańska